King Szczecin miał ogromne problemy zdrowotne w tygodniu poprzedzającym mecz z Legią Warszawa. Do tego stopnia, że Klub zwrócił się do władz Orlen Basket Ligi z prośbą o przełożenie spotkania. Jednak z uwagi na ostatnią kolejkę decydującą o kolejności zespołów przed Pucharem Polski nie było to możliwe.
Trener Maciej Majcherek miał prawdziwy ból głowy z przygotowaniami do starcia z Legią. Część zespołu zarażona była wirusem i właściwie do pierwszych sekund meczu nie było wiadomo, kto będzie mógł w tym starciu zagrać.
King na początku pojedynku miał problem ze skutecznością ataku, ale wraz z upływem kolejnych minut Wilki Morskie poprawiały się. Świetne wejście na parkiet zaliczył Jeremy Roach, który znów miał ten błysk, który pozwalał mu rozgrywać świetne spotkania na starcie sezonu. Świetnie w defensywie spisywał się Noah Freidel i King prowadził już nawet 31:25 w drugiej kwarcie. Do przerwy gospodarze wygrywali 44:38.
Po powrocie na parkiet Legia wrzuciła wyższy bieg, a King zdawał się tracić coraz więcej sił. Szczecinianie mieli nadal problemy z trafianiem z dystansu, a Legia wykorzystywała to trafiając swoje rzuty. Wszystko wyglądało na to, że spotkanie wymyka się spod kontroli Kinga. Trener Maciej Majcherek ratował sytuację przerwami na żądanie.
Na 3 minuty do końca spotkania King przegrywał już 10 oczkami, ale wtedy wydarzyło się coś niesamowitego. Gospodarze zanotowali serię 12:2 i wygrali cały mecz 2 oczkami. Świetne akcje w obronie i jeszcze lepsze w ataku dały Kingowi rozstawienie przed turniejem finałowym o Puchar Polski.
King wygrał 83:81 i zakończył I rundę fazy zasadniczej z bilansem 10:5, co jest fantastycznym wynikiem.